Obowiązkowa formuła w ulubionej przez media kategorii: katastrofy, wypadki i tragedie. Wiadomo, codziennie świeże mięso, fantastycznie podbijające oglądalność, zamieniające niedolę jednych w zysk innych. Każda taka mieszanina makabry i rozrywki, Schadenfreude i litości, gapiostwa i wścibskości, musi zakończyć się wyjaśnieniem dotyczącym losu tych, którym udało się przeżyć – sakramentalnym “ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo”.
Cholera jasna! Wciórności! Krucy tyrk! Czy mowa polska rzeczywiście nie pozwala powiedzieć tego inaczej? Jakież to długie, głupie i niewygodne! Ileż prościej byłoby powiedzieć “będą żyć”, “nic im nie grozi”, “nie umrą”! Dlaczego wpadamy ciągle w te same, durne koleiny, szablony, prawidła? Godząc się na takie traktowanie przez redaktorów, sami stajemy się coraz bardziej schematyczni i nudni. Zamieniamy się w golemy zdalnie sterowane sztampą.
A jeśli nawet potrzeba zabłysnąć ornamentami albo po prostu zapchać pasmo paplaniną, czy nie weselej byłoby powiedzieć “nie będą wąchać kwiatków”, “nie kopną w kalendarz”, albo “struktury narządowe ich organizmów kontynuować będą podtrzymywanie witalnych funkcji życiowych, tym samym zapewniając dalszą egzystencję z prawdopodobieństwem 90%”? Pamiętacie montypythonowski skecz o martwej papudze?
W każdej telewizji powinien powstać następujący etat: Dyżurny Obmyślacz Zamienników Wyrażenia “Ich Życiu Nie Zagraża Niebezpieczeństwo”. Osoba na takim stanowisku pełniłaby wyjątkowo ważną funkcję – oczyszczania oblicza mediów z pryszczy, jakimi są na okrągło klepane, jałowe gotowce.
| Diagnoza: | głupocie niektórych dziennikarzy nie zagraża niebezpieczeństwo |
| Szkodliwość: | 6/10 |
| Obszar występowania: | tragiczne wiadomości radiowe i telewizyjne |